Co ze szkoleniem kierowców?


Jestem instruktorem (instruktorką) nauki jazdy od 1998 roku. Przez te kilkanaście lat wyszkoliłam kilka tysięcy osób, w międzyczasie robiłam badania wśród kandydatów na kierowców i młodych kierowców na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego, często myślałam o napisaniu o tym artykułu, ale dopiero dzisiaj naszły mnie refleksje dotyczące szkolenia kierowców, którymi chcę się podzielić.

Jak wiadomo w ostatnich latach coraz trudniej zdać egzamin na prawo jazdy i bardzo często słyszymy, że to wina instruktorów, ponieważ źle szkolą.
Egzaminatorzy twierdzą, że większość zdających (kursantów) podchodzących do egzaminu jest nieprzygotowana. Nie potrafią wykonać
prawidłowo zadań egzaminacyjnych, dlatego większość oblewa za pierwszym razem.
Nie chcę się w tej chwili wypowiadać na temat przebiegu samych egzaminów (choć wiele jest do omówienia), więc dzisiaj odniosę się tylko do
przygotowania kursantów do egzaminu.

Dlaczego tak wielu kursantów jest nieprzygotowanych?

Jest wiele czynników; może to być brak odpowiednich predyspozycji do kierowania pojazdami, słaba odporność psychiczna na stres (zwłaszcza na egzaminie) i niewłaściwe lub brak odpowiedniego szkolenia.

Bardzo często nachodzą mnie refleksje. Dlaczego rodzice wybierając dla dziecka szkołę (podstawową, średnią) czy później już same dorosłe dzieci szkołę wyższą, przede wszystkim szukają dobrej szkoły. Jak pytam dlaczego? Odpowiedź jest prosta; bo to gwarantuje dziecku lepszą przyszłość, lepsze przygotowanie, wiedzę, itp.

Więc dlaczego gdy młody człowiek chce zrobić prawo jazdy, przede wszystkim szuka taniej szkoły? A nie dobrej szkoły, która nauczy przyszłego
kierowcę dobrej bezpiecznej jazdy?
Który rodzic zastanawia się nad tym, że gdy dziecko źle nauczy się jeździć, może w przyszłości zagrażać sobie i innym na drodze?
W której szkole wiedza (a raczej niewiedza) ma takie bezpośrednie przełożenie na bezpieczeństwo, jak w szkoleniu kierowców?
Jak człowiek robi kurs komputerowy, czy językowy i czegoś się nie douczy, w czymś się pomyli, to czy to zagraża jego zdrowiu lub życiu?
Dlaczego więc kursy szkolenia kierowców są tak lekceważone?
Dlaczego akceptujemy to, że godzina lekcyjna korepetycji za 50-70 PLN jest OK, ale godzina zegarowa jazdy za 50 PLN to za drogo?!
Kiedyś na to pytanie ktoś mi odpowiedział: bo udzielający korepetycji czy prowadzący kurs komputerowy coś musi umieć.
A instruktor?
Zawsze pytam jaka jest odpowiedzialność udzielającego korepetycji, jakie jest jego zagrożenie? Jakim narzędziem pracy musi dysponować? Wiedzą, plus materiałami typu książka, ćwiczenia, papier, itp.

Instruktor musi najpierw zaopatrzyć się w narzędzie pracy za bagatela około 45 tysięcy PLN. W czasie szkolenia nie może pozwolić sobie na chwilę nieuwagi, bo to grozi wypadkiem. Musi mieć odpowiednią wiedzę, aby odpowiednio wyszkolić kursanta. Oprócz kosztu zakupu samochodu do szkolenia, codziennie ponosi koszt benzyny i eksploatacji swojego narzędzia pracy, więc przy dzisiejszych cenach kursów, zarabia na „czysto” około 8-10 PLN na godzinę. Za taką odpowiedzialną pracę takie wynagrodzenie?!.

Ktoś powie, ale o co chodzi, jak mu źle niech zmieni pracę. Wierzcie mi zmieniają. Najgorsze jest to, że z tego zawodu rezygnują świetni fachowcy, doświadczeni szkoleniowcy, którzy są świadomi i odpowiedzialni.

Dlaczego do tego doszło?
W ostatnich latach sukcesywnie zmniejszała się liczba chętnych do szkolenia (między innymi; ze względu na niż demograficzny), a zwiększała się liczba instruktorów.
Bezpośredni wpływ na coraz większą liczbę instruktorów mają urzędy pracy, które w ostatnich latach dysponują odpowiednimi funduszami na szkolenia dla bezrobotnych.
Tak więc, gdy do urzędu pracy zgłaszała się (zgłasza się) osoba bezrobotna ze średnim wykształceniem, posiadanym prawem jazdy co najmniej od trzech lat, spełnia kryteria aby zaproponować jej zrobienie kursu instruktorskiego. Takim osobom urząd pracy finansuje koszty kursu, a po zdaniu egzaminu państwowego i zdobyciu uprawnień instruktorskich, bezrobotny może otworzyć działalność gospodarczą i znowu otrzymuje wsparcie finansowe z urzędu pracy na nową działalność.
W taki sposób co krok otwierają się nowe szkoły jazdy. A ponieważ rynek jest nasycony i trudno znaleźć klientów, szkoły konkurują miedzy sobą o
kursantów, głównie ceną. Przykładem mogą być dwa ostatnie, które były latami kryzowymi nie tylko dla branży nauki jazdy. Pomimo wzrostu kosztów utrzymania i cen benzyny, w niektórych szkołach obniżono cenę kursu do 800 PLN lub jeszcze niżej. Ból polega na tym, że ta cena nie pokrywa rzeczywistych kosztów szkolenia, nie mówiąc o jakimkolwiek zysku, wiec co się dzieje?

Mamy takie przykłady;
kończenia godzinnego szkolenia po 40 minutach, bo wyjeżdżono limit kilometrów; kursant aby otrzymać zaświadczenie o ukończeniu kursu musi dodatkowo za niego zapłacić; kursant otrzymuje zaświadczenie po wyjeżdżeniu połowy jazd; w czasie godzin szkolenia podstawowego nie realizuje się programu, aby kursant był zmuszony dalej się szkolić, itd.
Spotkałam się też z takim pytaniami w branży: a jak wy szkolicie, tak żeby kursant zdał, czy żeby nie zdał? Jak to? - pytam – zdał czy nie zdał? Co to znaczy?
Odpowiedź: jak nie jest dobrze przygotowany to pójdzie na egzamin, obleje, zapisze się na następny egzamin i wróci do mnie na doszkalanie – wtedy dopiero odrabiam „stratę” taniego szkolenia podstawowego.

Czy tak powinno to wyglądać?
Jak pisałam wyżej, dziwię się rodzicom i młodym ludziom, którzy decydują się na tani kurs. To smutne, bo myślę, że większość kupując cokolwiek, np. buty, sprzęt RTV, samochód, itd. wybiera raczej rzeczy dobrej jakości czyli nienajtańsze.
Dlaczego więc tak się nie dzieje w przypadku kursów nauki jazdy?
Często - rodzic zamierza kupić dziecku drogie auto, gdy ono zrobi prawo jazdy, ale szuka taniego kursu.

Dobre szkolenie musi kosztować, jak wszystko co dobre.
Pytanie tylko  - czy chcemy się czegoś nauczyć?
Nauka u dobrego doświadczonego instruktora polega na zdobywaniu odpowiednich umiejętności do prawidłowej, bezpiecznej, samodzielnej jazdy.
Natomiast kiepski instruktor pozwala używać jego samochodu - do, jak to mówimy „pojeżdżenia” (często do ostatniej godziny szkolenia asekurując ruszanie, przytrzymując sprzęgło, aby kursant nie niszczył mu samochodu) nie koryguje błędów popełnianych przez szkolonego, nie uczy prawidłowej techniki jazdy, więc nic dziwnego, że z takim przygotowaniem kursant ma małe szanse na zdanie egzaminu.
                                                                                                                                

                                                                                                 Instruktor/wykładowca
                                                                                                 Mgr Mariola Badowska